Sportowy wywiad tygodnia w TuŁódź.com

Sportowy wywiad tygodnia w TuŁódź.com

SPORTOWY WYWIAD TYGODNIA #22: Rozmowa z Piotrem Kędzią, halowym mistrzem Polski w biegu na 400m, olimpijczykiem z Aten i Pekinu

W Sportowym Wywiadzie Tygodnia numer 22 mamy przyjemność zaprezentować Wam rozmowę z doskonałym łódzkim lekkoatletą. Piotr Kędzia, bo o nim mowa, opowiedział nam m.in. o wspomnieniach z igrzysk olimpijskich, przejściu na sportową emeryturę oraz o najważniejszym momencie w swoim życiu. Zapraszamy do lektury!

Bartosz Jankowski (TuŁódź.com): Swoją profesjonalną karierę zakończyłeś kilka lat temu. Jak wygląda Twoje życie na sportowej emeryturze?

Piotr Kędzia: Ja już nie trenuję wyczynowo od ponad siedmiu lat. Kiedyś to wyglądało tak, że zawodnicy kończyli kariery i wrzucali się w wir zawodowy. Ja natomiast zacząłem pracę na uczelni, a jak to będzie ze sportem, to się zobaczy. Po roku doszedłem do wniosku, że zwariuję, jak się nie będę ruszał. Zacząłem biegać wieczorami i stwierdziłem, że będę się ruszał do końca życia. Dla mnie aktywność ruchowa jest jak spanie, jedzenie, mycie się… Lubię się ruszać. Aktywność ruchowa to dla mnie takie katharsis. Lubię wyjść na trening, bo wtedy się wypocę, zmęczę, odstresuję się i oczyszczę głowę. Ogólnie rzecz biorąc, jest mi dobrze na tej sportowej emeryturze, jestem cały czas przy sporcie i sprawia mi to dużą satysfakcję.

Domyślam się, że zakończenie kariery nie należało do najłatwiejszych decyzji.

Oczywiście zawsze jest to trudna decyzja. Podczas mojej kariery interesowałem się tym, jak inni wielcy zawodnicy kończą swoje kariery. Byłem świadkiem tego, że wybitni zawodnicy przeciągali swoje kariery w nieskończoność przez co odchodzili w niesławie. A moim zdaniem trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć sobie „stop”. Były takie przypadki, jak chociażby Agata Wróbel, która musiała wyjechać za granicę, aby mieć za co żyć. Moim zdaniem to nie do końca jej wina, ale bardziej trenerów i działaczy, którzy nie byli w stanie wyciągnąć do niej ręki. Ja, zdaniem wielu osób, zakończyłem karierę przedwcześnie, ale z perspektywy czasu uważam, że była to dobra decyzja. Byłem dwa razy na igrzyskach olimpijskich, więc jeśli miałbym trzeci raz na nich się pojawić, to chciałem powalczyć o medal. Pod wpływem autoanaliz, doszedłem do wniosku, że lepiej robić miejsce dla nowego pokolenia, bo moje wyniki już nie byłyby na takim poziomie, żeby mnie satysfakcjonowały.

Kariera sportowca wiąże się też z ogromną ilością wyjazdów. Przyzwyczaiłeś się już do spędzenia większej czasu w Łodzi?

Życie sportowca jest niezwykle ciekawe pod kątem nauki zadaniowości. To jedna z cech, które sprawdzają się dzisiaj w moim życiu. Remont kuchni, pisanie pracy dyplomowej, wykonywanie obowiązków zawodowych… Co by się nie działo, muszę dane zadanie doprowadzić do końca. Co do wyjazdów, to przyznam szczerze, że na początku człowiek traktował to jako poznawanie świata. Na dłuższą metę była to jednak praca. Cieszyłem się jak byłem w domu. Żałowałem, że ten czas w Łodzi tak szybko mija. Dzisiaj tych wyjazdów trochę brakuje, ale jeśli to się ma na co dzień, to zgrupowania traktuje się jak pracę.

Prowadzisz stronę internetową, która działa dość prężnie. Zachęcasz ludzi do aktywności ruchowej. Dlaczego Twoim zdaniem warto uprawiać sport?

Żeby dbać o swoje ciało, nie tylko pielęgnuje się tę stronę fizyczną, ale trzeba wyrobić świadomość, że aktywność fizyczna ma walory zdrowotne. Pozytywny stosunek do aktywności ruchowej jest gwarantem do ruszania się przez całe życie. Jeżeli tego nie wykształcimy u dzieci na lekcjach wychowania fizycznego, podkreślam – wychowania, to mamy obraz młodzieży, która po ukończeniu szkoły przestaje się ruszać. To oznacza, że wychowanie nie odniosło sukcesu, gdzieś został popełniony błąd. Rolą szkoły, rodziców i klubów sportowych jest wytworzenie pozytywnego nawyku i pokazanie, jak wiele różnych aktywności ruchowych.

Ty cały czas promujesz aktywność ruchową wśród mieszkańców naszego miasta. Można nawet z Tobą pobiegać.

I to dość sporo. Prowadzę kilka grup amatorskich. Treningi otwarte odbywają się ze mną w klubie VeraSport. Do tego dochodzą zajęcia indywidualne, zimowe treningi sprawnościowo-siłowe, bo biegacze poszukuję też dodatkowych bodźców treningowych. To jest dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie.

Nie przeszło Ci przez myśl, aby spróbować zawodu trenera? Pojechać na igrzyska ze swoim podopiecznym, poczuć ten dreszcz emocji?

Pewnie, że bym tego chciał. Sport był dla mnie świetną przygodą i nadaje mojemu życiu pewien sens. Wiem jednak, że praca w klubie wymaga ogromnego poświęcenia. Wyjazdy na obozy, wyjazdy na zawody… Trzeba być codziennie w klubie, zorganizować nabór, zaplanować wszystko… Z tego co wiem, to zarobki są dość liche, więc trzeba sobie najpierw stworzyć źródło dochodów, a trenerkę traktować raczej jako bardzo absorbujące hobby. Ale nie ukrywam, że chciałbym kiedyś wychować zawodnika, który zdobyłby medal mistrzostw Polski.

Dużą wagę przywiązuje się w ostatnich latach do zaplecza sportowego. Czy Twoim zdaniem obiekty sportowe w Polsce odpowiadają już zachodnim standardom?

To wygląda różnie. Mamy w Łodzi AZS, gdzie mamy dwie bieżnie i halę. Są warunki. Tylko czy jest młodzież, która chce ćwiczyć na tych obiektach i czy mamy trenerów – pasjonatów, którzy przekonają młode osoby do tego, że warto uprawiać sport. Na RKS-ie jest fajna hala, ale nie ma zewnętrznego tartanu. Na AZS-ie taki tartan jest, ale brakuje trybun, przez co nie możemy zorganizować imprezy na fajnym poziomie. Ja jestem łodzianinem z wyboru, mieszkam tutaj już 20 lat, ale chodziłem do szkoły na wsi. Pamiętam, jak biegaliśmy po polach, graliśmy na boiskach zarośniętych trawą. To była pasja. Myślę, że dzisiaj też nie brakuje dzieci z pasją do sportu. Teraz wszystko zależy od nauczycieli, którzy muszą ten płomień pasji podtrzymać i rozwijać.

Jesteś dwukrotnym olimpijczykiem, mistrzem Polski. Nie może zabraknąć pytania o Twoją karierę. Chciałbym zapytać o najmilsze wspomnienie z czasów, kiedy byłeś czynnym sportowcem.

To chyba będzie sezon 2002/2003, chociaż zaczął się on dla mnie bardzo źle. Jesienią, podczas obozu przygotowawczego, odniosłem poważną kontuzję. Właściwie przez pół roku walczyłem z tym urazem, groziła mi operacja, ale udało mi się wyzdrowieć i miałem 1,5 miesiąca na przygotowanie do sezonu. Pojawiła się we mnie wówczas taka motywacja i determinacja, że wygrałem mistrzostwa Polski i zdobyłem brąz na Mistrzostwach Europy. To do dnia dzisiejszego daje mi wiarę we własne siły. Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że jestem w beznadziejnej sytuacji, przypominam sobie te wydarzenia i wiem, że nie ma sytuacji bez wyjścia.

Charakter i motywacja to jedno, ale w bieganiu na 400 metrów to nie wystarcza. Co jest najważniejsze, aby osiągać sukcesy w startach na tym dystansie?

Na początek odpowiem ogólnie. Często sportowcy mówią, że 90% to jest praca, a reszta to talent i szczęście. Moim zdaniem przesądza jednak ten niewielki ułamek, który jest szczęściem. Proszę zobaczyć, ile osób dookoła ciężko pracuje, ale mimo to nie osiąga tak wielkich sukcesów. Trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Dużo zależy od spotkania odpowiednich ludzi na swojej drodze, spotkaniu odpowiednich fachowców. Natomiast jeżeli chodzi o bieg na 400 metrów… To jest niezwykle trudny dystans i bardzo wymagający trening. Muszę przyznać, że w pewnym momencie swojej kariery, żyłem od środy do soboty, ponieważ w te dni były najcięższe treningi. Wiedziałem, że idę na trening tylko po to, żeby dojść do granic możliwości, czyli że będzie bolało. Trzeba być odpornym na ból i stres. Jest taka nazwa, która dobrze oddaje specyfikę biegu na 400 metrów – jest to „dystans bogów”. Trzeba w nim połączyć szybkość i wytrzymałość. To są dwie antagonistyczne zdolności motoryczne.

Na koniec zapytam już tradycyjnie… Czego redakcja TuŁódź.com oraz nasi czytelnicy mogą Ci życzyć na najbliższe lata?

Przede wszystkim powiększenia rodziny. Do tego zdrowia i tego szczęścia, o którym wspominaliśmy, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

W takim razie tego życzymy. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Wywiad w oryginalnej wersji na:
wiadomosci,sportowy-wywiad-tygodnia-22-rozmowa-z-piotrem-kedzia-halowym-mistrzem-polski-w-biegu-na-400m-olimpijczykiem-z-aten-i-pekinu,wia5-3270-4377.html

Brak komentarzy.

Napisz komentarz