Elektrostymulacja nerwowo-mięśniowa (EMS) czyli inny wymiar treningu biegowego

Elektrostymulacja nerwowo-mięśniowa (EMS) czyli inny wymiar treningu biegowego

  • img_20151130044759_IMG_8316_zmniejszamy_pl
  • img_20151130044854_IMG_8334_zmniejszamy_pl
  • img_20151130044934_IMG_8368_zmniejszamy_pl
  • img_20151130045208_IMG_8373_zmniejszamy_pl
  • img_20151130045235_IMG_8535_zmniejszamy_pl
  • img_20151130045408_IMG_8386_zmniejszamy_pl
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6

W piątek 27 listopada zostałem zaproszony na testowanie sprzętu wykorzystywanego do elektrostymulacji nerwowo-mięśniowej (EMS). Trening odbył się w Studio Fitbreak zlokalizowanym w OFF Piotrkowska. Operatorem sprzętu był Mateusz Stypułkowski – judoka AZS Łódź i menager Centrum VeraSport.
Zanim rozpocząłem trening założyłem na siebie specjalny, obcisły kostium, ułatwiający przewodnictwo impulsów elektrycznych. Głównym elementem mojego wyposażenia była kamizelka za pośrednictwem, której Mateusz podłączył mnie do aparatury. Całość wyposażenia uzupełniały odpowiednio zmoczone wodą opaski przyczepione do rąk i nóg. Po kilku minutach przygotowań byłem już „pod napięciem”. Następnie rozpoczęliśmy z Mateuszem kalibrowanie siły natężenia impulsów elektrycznych. Szybko poczułem, że aparatura przejęła pełną kontrolę nad moimi mięśniami. Przy mocnej stymulacji poszczególne partie mięśni kurczyły się z ogromną siłą, bez wykonywania żadnego świadomego działania z mojej strony. Najsilniejsze bodźce odczuwałem w mięśniach dwugłowych i prostych brzucha. Przyjemnie łaskotały mnie drgające na plecach mięśnie obłe. Po ustawieniu poziomu siły bodźca (elektrycznego) rozpocząłem wykonywanie prostych ćwiczeń, których głównych zadaniem było jednoczesne, rytmiczne i celowe napinanie mięśni wraz z oddziałującym strumieniem elektrycznym. Poczułem wówczas jak moje włókna mięśniowe zaczynają współgrać ze sobą. Jednocześnie ciekawe uczucie stanowiła izolowana, sektorowa praca poszczególnych grup mięśni. Jako biegacz jestem przecież przyzwyczajony do holistycznej pracy swojego ciała. Cały trening trwał około 30 minut, po którym poddano mnie impulsom relaksującym. Przez kilka minut leżałem na macie i „wsłuchiwałem” się w stonowane pod względem siły, elektrowstrząsy swoich mięśni. A teraz czas na krótkie podsumowanie..
Sprawna obsługa sprzętu przez Mateusza i dokładne tłumaczenie poszczególnych etapów ćwiczeń powodowały, że jako „królik doświadczalny” od razu nabrałem zaufania do urządzenia EMS. A teraz pora aby odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: Czy takie urządzenie może być przydatne biegaczowi? Tak. Chociażby celem uzupełnienie treningu siłowego, stabilizacyjnego, a także w okresie kontuzji i rehabilitacji, jako wsparcie w podtrzymywania tonusu mięśniowego. Równocześnie dodam, że zawsze przypominam swoim zawodnikom, że wypoczynek to też trening. Dlatego też za godne uwagi i analizy uznaję właściwości relaksujące EMS. Wydaje się, że tego rodzaju stymulacja elektryczna np. po maratonie mogłaby szybciej zregenerować nasze mięśnie. EMS polecam zatem wszystkim odważnym i szukającym nowych bodźców w procesie treningowym.

 

Brak komentarzy.

Napisz komentarz